3 sierpnia 2017

Rozdział 2


Darren mógł przysiąc, że usłyszał z zewnątrz ludzki krzyk. Rozum mówił mu jednak, że nikt ceniący sobie swoje życie nie zapuszczał się w te rejony, mimo że znajdowały się blisko miasta i obfitowały w zwierzynę, a nawet cenne zioła. Było to po prostu zbyt niebezpieczne i wiedział o tym każdy, kto mieszkał w pobliżu lub zamierzał tamtędy podróżować.
Nie chciał ignorować zasłyszanych odgłosów.
Ze swojego kufra przy łóżku wyjął pochodnię i zapalił od małego płomyka świecy. Nasączony oliwą materiał od razu zajął się ogniem i rozjaśnił pomieszczenie. Na zewnątrz bez światła również nie zobaczyłby wiele. Zwrócił uwagę, skąd dobiegł krzyk, więc wyszedłszy, od razu skierował się w tamtą stronę, oświetlając drogę przed sobą. Po przejściu kilkudziesięciu metrów zobaczył dziwny obiekt leżący w trawie: niemały, jasny i płaski. Przyspieszył kroku i wyciągnął dłoń z pochodnią przed siebie, by światło padło daleko na trawę.
Leżał w niej młody chłopak.
Ubrany był w czarne spodnie, beżową koszulę całą ubrudzoną we krwi, znoszone i przemoknięte buty. Bardziej zainteresował go jednak kolor skóry i włosów młodzieńca. Chłopak cały był biały jak mleko, przez co szkarłat krwi wyglądał na nim jeszcze bardziej przerażająco.

18 lipca 2017

Rozdział 1


Oprzytomniał, gdy słońce chyliło się ku zachodowi. Głowa bolała go niemiłosiernie jak po mocnym uderzeniu. Potrzebował paru chwil, by zacząć znowu poprawnie odbierać bodźce z otoczenia. Leżał w krzakach, czując drapiące go gałęzie i kłujące igły, po prawej stronie widział za to miękki mech, na którym wylądowały jego nogi. Zamrugał szybko, by pozbyć się z pola widzenia mroczków. Napiął mięśnie, chcąc podnieść głowę, co poskutkowało paraliżującym bólem w karku, ramionach i szyi. Potem uczucie rozrywania rozniosło się na całą powierzchnię ciała aż do stóp. Zatrząsł się odruchowo i jęknął przeciągle wbrew swojej woli.
Po przeminięciu pierwszych fal bólu zaczerpnął dużo powietrza i zdołał podnieść się na łokciach. Wtedy dopiero ujrzał, co się z nim stało: cały brzuch miał we krwi, białą koszulę rozszarpaną jakby wielkimi pazurami, a nogę spuchniętą i poharataną zapewne przez gałęzie. Uniósł głowę, zaciskając powieki i zęby, by z gardła nie wydobył się żaden dźwięk, każdy odgłos mógł bowiem zwabić leśne zwierzęta i inne bestie. Nie miał pojęcia, co może czaić się w nieznanym mu otoczeniu i wolał się nie przekonywać. Powolutku wykonywanie ruchów stawało się coraz mniej wymagające, wydawałoby się, że najgorsze męki towarzyszące poruszaniu się już za nim, jednak przy każdym oddechu czuł palący ból w brzuchu.

8 lipca 2017

Prolog


Korytarze wypełniły się szczękiem stali i tupaniem ciężkich butów króla oraz jego straży. Wokół panował półmrok, jedynym źródłem światła były niewielkie pochodnie przy każdych celi i drzwiach, jednak i one nie zapobiegały surowemu klimatowi tego miejsca. Im niżej schodzili w podziemia, tym bardziej odczuwalny stawał się przenikliwy chłód, aż trudno uwierzyć, że niektórzy przeżyli w celach miesiące albo nawet lata. Gołe kamienie, z których zbudowano całe lochy, nie miały dostarczać ciepła, a przebywający w nich przestępcy musieli przyzwyczaić się do zimna. Znajdowali się tam również i tacy próbujący ucieczki, ale ich plany zawsze kończyły się fiaskiem. Każdy, kto podejmował próby, poznawał wkrótce smak najrozmaitszych tortur. Nauczeni przez przykre doświadczenia chowali się po kątach, gdy król Kenneth Roydon przechodził korytarzami otoczony wiecznie gniewnymi i srogimi na twarzy strażnikami o imponujących gabarytach. Widok każdego uzbrojonego mężczyzny przyprawiał o dreszcze i niewypowiedziany strach. Tym razem jednak żaden z nich nie musiał się lękać – królowi zależało na zobaczeniu tylko jednej osoby przebywającej w lochach. O uwięzieniu chłopaka on i przebywająca na zamku w Wenrille królowa Watermont, Rafarta, dowiedzieli się kilka godzin temu.