8 lipca 2017

Prolog


Korytarze wypełniły się szczękiem stali i tupaniem ciężkich butów króla oraz jego straży. Wokół panował półmrok, jedynym źródłem światła były niewielkie pochodnie przy każdych celi i drzwiach, jednak i one nie zapobiegały surowemu klimatowi tego miejsca. Im niżej schodzili w podziemia, tym bardziej odczuwalny stawał się przenikliwy chłód, aż trudno uwierzyć, że niektórzy przeżyli w celach miesiące albo nawet lata. Gołe kamienie, z których zbudowano całe lochy, nie miały dostarczać ciepła, a przebywający w nich przestępcy musieli przyzwyczaić się do zimna. Znajdowali się tam również i tacy próbujący ucieczki, ale ich plany zawsze kończyły się fiaskiem. Każdy, kto podejmował próby, poznawał wkrótce smak najrozmaitszych tortur. Nauczeni przez przykre doświadczenia chowali się po kątach, gdy król Kenneth Roydon przechodził korytarzami otoczony wiecznie gniewnymi i srogimi na twarzy strażnikami o imponujących gabarytach. Widok każdego uzbrojonego mężczyzny przyprawiał o dreszcze i niewypowiedziany strach. Tym razem jednak żaden z nich nie musiał się lękać – królowi zależało na zobaczeniu tylko jednej osoby przebywającej w lochach. O uwięzieniu chłopaka on i przebywająca na zamku w Wenrille królowa Watermont, Rafarta, dowiedzieli się kilka godzin temu.
Po kilku minutach marszu schodami w dół dotarli do najniżej położonego piętra lochów w zamku królewskim w stolicy Rainfall. Tam przebywali najpilniej strzeżeni więźniowie, stamtąd najczęściej dobiegały krzyki torturowanych ludzi, przynajmniej od czasu, gdy władzę w królestwie przejął Roydon. Tym razem do ich uszu nie docierały żadne dźwięki. Najwyraźniej już po wszystkim.
Roydon nakazał straży zaczekać w przedsionku i sam pchnął żelazne drzwi przed sobą. Wszedłszy pomiędzy kolejne rzędy cuchnących od krwi i moczu cel, zamknął dokładnie drzwi, upewniając się, że się zatrzasnęły. Tak jak się spodziewał, zastał tam Rafartę, kobietę, której jako niemłody i niechudy mężczyzna nie byłby wart. Królowa Watermont liczyła sobie o wiele mniej lat niż on, nosiła zawsze piękne i kosztowne suknie, nie gardziła ni złotą, ni srebrną biżuterią ani kamieniami szlachetnymi, a czarne, bujne loki lubiła finezyjnie upinać. Sojusz Rainfall z Watermont przyniósł wiele korzyści nie tylko dla obu państw, a także dla ich władców, którzy dzięki temu bardzo się do siebie zbliżyli mimo mnóstwa dzielących ich różnic.
– Spodziewałem się tutaj ciebie, Rafarto – rzekł najstarszy z Roydonów – aczkolwiek nie wiem, w jakim celu tu przybyłaś. Zawsze powtarzałaś, że te lochy są ostatnim miejscem, które chciałabyś na własne oczy zobaczyć.
Kenneth spojrzał w oczy kochanki. Wyraźnie widział w nich zaniepokojenie, ale twarz pozostawała surowa, beznamiętna, bez cienia jakiejkolwiek przychylności nawet dla mężczyzny mocno z nią związanym emocjonalnie. Wiedział, że jej chłód i srogość to tylko maska, adekwatna dla królowej i półelfki, ale przykrywka dla wrażliwego i delikatnego serca. Dawała w większości doskonałe efekty. Nikt nie śmiał się jej sprzeciwiać.
– Dobrze wiesz, dlaczego tutaj jestem – powiedziała ostro i odwróciła się w stronę jednej z cel. Zrobiła w jej kierunku dwa kroki i oparła dłoń o zimne, rdzewiejące kraty.
– Przecież wiedziałaś, że tak to się potoczy. Nie możemy oszczędzić żadnego z nich, wtedy cały spisek nie miałby sensu.
– Nie wystarczy go wygnać daleko stąd? – ciągnęła Rafarta.
– Nie.
Roydon również podszedł do celi, jednak z o wiele mniejszym przejęciem niż królowa. Spojrzał na ich nowego więźnia: chłopak leżał skulony pod ścianą w podartych ubraniach. Ciało miał całe w sińcach, a włosy mokre, zapewne od podtapiania. Choć nieprzyjemny to widok, na pewno nie najbrutalniejszy, jaki można ujrzeć w Rainfall po wydarzeniach ostatnich tygodni.
– Chcesz zabić niewinne dziecko? – Głos Rafarty z ostrego zmienił się nagle w zupełnie inny, bardziej subtelny, ale wciąż twardy.
– To już nie jest niewinne dziecko. – Roydon położył dłonie na ramionach królowej. Wiedział, że spędzenie połowy życia wśród dzieci nie pozwalało kobiecie patrzyć na to obojętnie. – Cały ich ród ma we krwi żądzę władzy i morderstwa. On będzie domagał się prawa do tronu, kiedy tylko zrozumie swoją sytuację. Do tego nie może dojść. Wiesz, jakie mogą być konsekwencje.
Rafarta przełknęła nerwowo ślinę i zaczęła krążyć między celami, myśląc intensywnie. Pozostali więźniowie zachowywali się, jakby w ogóle jej nie zauważali. Każdego z nich skazano na śmierć. Leżeli niespełna rozumu lub omdleni po torturach, więc nie interesowała ich rozmowa między dwojgiem koronowanych głów. Skazańcy nie mieli nawet prawa głosu.
– Nie musisz się tym przejmować – odezwał się po chwili ciszy Roydon, gdy Rafarta zwróciła się do niego. – Zostaw przeszłość, patrz w przyszłość. To o wiele mniej zmartwień.
– Czasem przeszłość jest równie ważna, co przyszłość, Kenneth... – odparła cicho, stojąc do niego tyłem.
Mężczyzna nagle musiał odetchnąć głośno, zatrząsł się lekko i instynktownie oparł o kraty tuż przy głowie Rafarty. Spuścił głowę, napotykając wzrokiem swoje buty i zaparł mocniej nogami o podłogę.
– Co się dzieje?
Chwyciła go za ramiona, starając się pomóc mu odzyskać równowagę, ale czym była jej siła wobec króla o niemałych gabarytach?
Chwila nieuwagi wystarczyła, by przez drzwi bezdźwięcznie wemknęła się niewielka, chuda brunetka w lekkich, męskich ubraniach nie wydających żadnego szelestu przy poruszaniu się. Dziewczyna błyskawicznie zakradła się pod celę pobitego chłopaka i otworzyła zamek czymś metalowym, co na pewno nie było kluczem i nie szczęknęło nawet, ale zadziałało, można powiedzieć, o wiele łatwiej. Ujrzało ją dwóch więźniów, ale żaden nie odezwał się słowem. O to zadbała brunetka dyskretnym ruchem dłoni, którym bez problemu rzuciła na nich delikatny, nieszkodliwy urok.
Od razu po tym, równie szybko i bezszelestnie, wymknęła się na schody, zręcznie przeskakując nad martwymi strażnikami. Młody więzień, półprzytomny, śledził ją wzrokiem, nie wierząc we własne szczęście. 

31 komentarzy:

  1. Przyznam się,że pierwszy raz czytam takie opowiadanie,ale bardzo mi się spodobało i jestem ciekawa,dalszego przebiegu wydarzeń :)
    Ciekawie piszesz :)
    Proszę informuj mnie o rozdziałach na https://wojnamiloscsmierc.blogspot.com/
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, że zajrzałaś. Będę Cię informować ;)

      Usuń
  2. Dziękuję za informację o blogu. Oczywiście znalazłam odrobinę czasu by zajrzeć. Prolog przyznam szczerze zainteresował mnie. Więc prosiłabym o informacje o nowych rozdziałach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że przypadło Ci do gustu. Jasne, będę informować.

      Usuń
  3. Z racji, że lubię klimaty fantasy i czas akcji osadzony w czasach teoretycznie zbliżonych do średniowiecza, stwierdzam, że podoba mi się ^^ Intrygi o władzę i sojusze między głowami państw to jest to, co lubię :D Proszę więc o powiadamianie mnie o nowych rozdziałach :*
    Pozdrawiam :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie trzymaj kciuki, żebym nie spartaczyła politycznych wątków w tym opowiadaniu :D Będę informować i pozdrawiam również.

      Usuń
  4. Muszę przyznać, że Prolog bardzo mi się podobał, zarówno ten średniowieczny, nieco mroczny klimat jak i język, którym się posługujesz. :) Jestem ciekawa, kim dokładnie był tajemniczy chłopiec w celi i co takiego uczynił, no i kim jest wybawicielka ;3 Mały element fantastyczny też przykłuł moją uwagę, został wprowadzony tak subtelnie <3

    Mam jednak kilka uwag:
    "Im niżej schodzili w podziemia, tym bardziej odczuwalny stawał się przenikliwy chłód, aż trudno uwierzyć, że niektórzy przeżyli w celach miesiące albo nawet lata. Gołe kamienie, z których zbudowano całe lochy, nie miały dostarczać ciepła, a przebywający w nich przestępcy nie mieli innego wyjścia, jak przyzwyczaić się do chłodu." - powtarzają się słowa "chłód" i "nie mieć".
    "– To już nie jest niewinne dziecko. –Roydon" - złośliwa półpauza ;)
    "Chwyciła go za ramiona, starając się pomóc mu odzyskać równowagę, ale czym była jej siła wobec wielkiego cielska króla?" - wielkiego cielska króla ;-; To jest tak potoczne i niepasujące do wzniosłego stylu, którym posługujesz się wcześniej, że wygląda jak parodia.
    "Dziewczyna błyskawicznie zakradła się pod celę pobitego chłopaka i otworzyła zamek czymś metalowym, co na pewno nie było kluczem i nie szczęknęło nawet, ale zadziałało, można powiedzieć, o wiele lepiej." - Ale w sensie jak mogło zadziałać lepiej? Wynikiem użycia klucza jest samo otworzenie celi, a ten przedmiot również nie zrobił nic więcej, niż otworzył celę. Nie da się czegoś otworzyć lepiej czy gorzej, jedynie łatwiej lub trudniej.

    Pozdrawiam i czekam na rozdział pierwszy c; ~ Krävariss

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za komentarz i zwrócenie uwagi na nieścisłości. Już poprawione ;)
      Pozdrawiam również

      Usuń
  5. Wpadłam tutaj, by przeczytać ten oto prolog, chociaż tak naprawdę powinnam się pewnie najpierw zabrać za czytanie opowiadania Jane (wiesz, której - wiem, że tam byłaś), co zrobię dzisiaj potem *ale nie prawdziwym potem ;p*, ale skoro już widzę taki krótki prolog...
    A więc elfy i czarownice, ciekawie się zapowiada, więc będę czytała dalej. I dlaczego ta dziewczyna, jak podejrzewam, czarownica, uratowała tego chłopaka...? (: Tylko nie zapomnij wysłać mi powiadomienia.
    A o czym mniej więcej (chociaż gatunkowo) jest Twoje drugie opowiadanie? Choć pewnie samej mi by się udało to sprawdzić po komentarzach, jednak wolę nie mieć spojlerów. Może je przeczytam, ale to za jakiś czas, podejrzewam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, teraz akurat ja nadrabiam opowiadanie Jane. I też zachęcają mnie krótkie prologi i w ogóle blogi, na których tylko prologi się ukazały (kuszące bycie na bieżąco od samego początku).
      Drugie opowiadanie do obyczajówka, po zakończeniu jej stwierdzam, że niezbyt udana, więc nie będę tam serdecznie zapraszać XD
      Dzięki za komentarz ;)

      Usuń
    2. Bycie z autorem od samego początku owszem, jest kuszące, a w dodatku większa szansa, że ten autor zajrzy i do Ciebie. (: Przy okazji, zapraszam do siebie, jeśli będziesz miała czas.
      Rozumiem. Nie przepadam za obyczajówkami. Prawie nic się w nich nie dzieje. Ale hej! Teraz zabrałaś się za inną tematykę, która zainteresuje wielu ludzi - albo niewielu: zależy, kto ma szczęście na Ciebie trafić. ;D
      Vesna? Czyżby Wiosna? Skąd wzięła się Twoja nazwa? Lubię takie oryginalne. (Wężu jak zwykle rozpoczyna rozmowę, bo inaczej nie umie. ;D)

      Usuń
    3. Zajrzałam do Ciebie, ale jak zobaczyłam, ile jest rozdziałów i jak długich, to tak... wiesz. Może się jeszcze przemogę ;)
      Fantastyka zawsze mi leżała. Mam jeszcze jedną opowieść w tych klimatach, publikowałam ją długo, ale teraz usunęłam i zaczęłam pisać od nowa, a raczej tylko poprawiać i dodawać parę nowych wątków. Prędzej czy później pojawi się znowu.
      Vesna to faktycznie wiosna, ale nie ma to dla mnie znaczenia. Takie imię i takie „nazwisko” zwyczajnie mi się podoba.

      Usuń
    4. Ja tam lubię długie historie, a poza tym, u mnie jest coś około 50 tysięcy słów do tej pory, czyli książki jeszcze z tego nie ma.
      Nie każę Ci czytać wszystkiego od razu. Możesz dzielić rozdział na części.
      Prawdopodobnie to mądra decyzja. Trudno poprawić coś, by się pogorszyło. Rozumiem też, że ktoś może nie być zadowolony ze swojej pracy i nagle w środku stwierdzi, że chce wszystko napisać nieco inaczej.
      Myślałam, że może lubisz różne języki i akurat wiosna jest taka radosna, że pasuje idealnie na nazwę. :)

      Usuń
    5. Moje najdłuższe opowiadanie, czyli właśnie to odnawiane fantasy, też ma około 50 tysięcy słów póki co. I jak dla mnie to już mnóstwo, jeżeli chodzi o pisanie. O dziwo jestem z tego opowiadania zadowolona, ale po czasie okazało się, że można to było zrobić jeszcze ciekawiej, a jeden główny bohater to za mało i paru trzeba popchnąć bardziej do przodu od początku, a nie od połowy.
      Hm, Vesna nigdy nie wydawała mi się radosnym imieniem, dlatego też tak mi się spodobało.
      Na pewno do Ciebie zajrzę raz jeszcze i zostawię coś po sobie ;)

      Usuń
    6. Dla mnie sporo byłoby tak coś około setki, ale nie wiem, czy tyle napiszę. Póki co, końca nie widzę, więc pisała będę. (: Taka przeciętna książka ma coś około siedemdziesięciu/osiemdziesięciu wyrazów, a tyle na pewno dam radę naskrobać. Będzie to taka książka internetowa. (;
      Ja też na początku zbudowałam moją opowieść inaczej, a potem stwierdziłam, że nie, trzeba będzie coś zmienić - i to dość drastycznie.
      Nie lubisz wesołych imion? Ja nie przepadam za zdrobnieniami, ale śmieszne czy wesołe nazwy jak najbardziej w moim guście są.

      Usuń
    7. W takim razie życzę powodzenia w dalszym pisaniu :D
      Jakoś wolę bardziej poważne imiona, zdrobnień wręcz nie znoszę, a przynajmniej większości. Śmieszne nazwy dla podkreślenia charakteru postaci – jak najbardziej.

      Usuń
    8. Dziękuję! Nawzajem! (:
      Ja także lubię poważne imiona, do tego niezbyt popularne. Moje jest stanowczo zbyt popularne: Aleksandra.
      Mój nick jest dość śmieszny, jeśli wymówi się go na głos znając angielski. ;D

      Usuń
  6. Przybyłam ;-)
    Od razu rzucił mi się w oczy wygląd Twojego szablonu, bardzo fajny, sama nawet się kiedyś zastanawiałam nad nim, ale ten, który mam teraz bardziej odpowiadał wyglądowo mojemu opowiadaniu :-)
    Twój król nazywa się Kenneth! Haha, fajny zbieg okoliczności, u mnie w moim innym opowiadaniu (nie tym, który publikuję na blogu) też jest Kenneth i też jest królem, albo raczej ma nim zostać ;-) Ale ten Twój król, to sprawia wrażenie takiego brutalnego i surowego...
    Prolog bardzo mnie zaciekawił, chętnie dowiem się, o co chodzi z tym młodym więźniem... i czy ja tu wyczuwam jakieś bunty i rewolucje? Fajnie :-)
    Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, Kenneth to również król, aczkolwiek nie ten tytułowy. Koronowanych głów w tym opowiadaniu będzie wiele, ale brutalność i surowość, które zauważyłaś, to główne cechy tylko Roydona.
      Będzie kiedyś okazja przeczytać to niepublikowane dotąd opowiadanie? Przyznam, że mnie zaciekawiłaś :D
      Dzięki za komentarz i pozdrawiam.

      Usuń
    2. Tego opowiadanie raczej nie będę nigdzie publikować w internecie, mam wobec niego inne plany, ale najpierw muszę to opowiadanie poprawić (została mi jeszcze trzecia część do poprawy), ale jak podasz maila, to mogę Ci wysłać ;-)
      Dzięki i również pozdrawiam ;-)

      Usuń
  7. To opowiadanie zapowiada się na bardzo ciekawe i jest w odmiennym stylu niż poprzednie stworzone przez ciebie. Ale tego pewnie nie trzeba ci mówić. Widzę że wkraczamy w mroczne klimaty. Król i królowa. Więzień, który może w przyszłości sprawiać kłopoty. Bardzo ciekawe. Podoba mi się.
    Pozdrawiam, Lena.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno inne niż "Artyści", ale tamto właśnie było dla mnie nietypowe. Cieszę się, że wróciłam do świata mroku, magii i intryg. Dzięki za komentarz i również pozdrawiam ;)

      Usuń
  8. Wow. Tyle mogę powiedzieć. Wiem, że to nie wyraża wszystkiego co myślę, ale czytałam z zapartym tchem, czułam na ramionach dreszcze. Początek spokojny i subtelny idealnie wprowadza czytelnika w to, co za chwilę wydarzy, czyli szybki zwrot akcji. Nasuwa wiele pytań i daje też dużo aspektów do myślenia, a także spekulowania: co będzie dalej?
    Nie będę się tu rozpisywać tylko zabieram się za pierwszy rozdział. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezmiernie mi miło, że prolog się spodobał i wywołał takie emocje, jakie powinien. W opowiadaniach typu high fantasy zawsze dobrze znaleźć trochę dreszczyku.
      Dzięki za komentarz ;)

      Usuń
  9. Zainteresowałaś mnie, jak na razie mi się podoba! Jestem ciekawa, jak dalej rozwinie się akcja.
    Królowa boi się, że zostanie obalona? Czy chłopakowi się to uda? I co to za dziewczyna, która go uratowała? Mam tak wiele pytań.
    Lecę czytać dalej!
    Weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze wiedzieć, że wzbudziłam ciekawość prologiem. Pytań po nim można mieć sporo i na większość z nich (albo na wszystkie) odpowiem, ale na pewno nieprędko ;)
      Dzięki, że zajrzałaś.

      Usuń
  10. Podobało mi się, ale mam jedno ale. Nadużywanie zdań złożonych np. "Królowa Watermont liczyła sobie o wiele mniej lat niż on, nosiła zawsze piękne i kosztowne suknie, nie gardziła ni złotą, ni srebrną biżuterią ani kamieniami szlachetnymi, a czarne, bujne loki lubiła finezyjnie upinać." Nie uważasz, że lepiej byłoby napisać-Królowa Watermont liczyła sobie o wiele mniej lat niż on. Nosiła zawsze piękne i kosztowne suknie. Nie gardziła ni złotą ni srebrną biżuterią ani kamieniami szlachetnymi. Swoje czarne bujne loki lubiła finezyjnie upinać.
    Mam nadzieję, że nie urazi cię ta drobna uwaga, ale wiem co mówię, bo inni też zwracali mi kiedyś o to uwagę. Nadal nie do końca się tego wyzbyłam i potrafię rzucić niemiłosiernym zdaniem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "ale mam jedno ale" XDD
      Cóż ja napisałam? :')

      Usuń
    2. Dzięki za tę uwagę. Zdania, jak to przytoczone, potraktowałam jako wyliczanie cech, dlatego postawiłam wszędzie przecinki. Może jednak masz rację, bo faktycznie zdarza mi się przesadzać z rozbudowywaniem zdań.

      Usuń
  11. Hej! Trafiłam na Twojego bloga przypadkiem, ale myślę, że zostanę na dłużej. Prolog bardzo mnie zainteresował, choć zazwyczaj nie obracam się w takich klimatach. Na pewno będę tu jeszcze zaglądać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi Cię tu widzieć. Mam nadzieję, że nie zawiodę ;)

      Usuń

Szablon wykonała prudence. z Panda Graphics.