3 sierpnia 2017

Rozdział 2


Darren mógł przysiąc, że usłyszał z zewnątrz ludzki krzyk. Rozum mówił mu jednak, że nikt ceniący sobie swoje życie nie zapuszczał się w te rejony, mimo że znajdowały się blisko miasta i obfitowały w zwierzynę, a nawet cenne zioła. Było to po prostu zbyt niebezpieczne i wiedział o tym każdy, kto mieszkał w pobliżu lub zamierzał tamtędy podróżować.
Nie chciał ignorować zasłyszanych odgłosów.
Ze swojego kufra przy łóżku wyjął pochodnię i zapalił od małego płomyka świecy. Nasączony oliwą materiał od razu zajął się ogniem i rozjaśnił pomieszczenie. Na zewnątrz bez światła również nie zobaczyłby wiele. Zwrócił uwagę, skąd dobiegł krzyk, więc wyszedłszy, od razu skierował się w tamtą stronę, oświetlając drogę przed sobą. Po przejściu kilkudziesięciu metrów zobaczył dziwny obiekt leżący w trawie: niemały, jasny i płaski. Przyspieszył kroku i wyciągnął dłoń z pochodnią przed siebie, by światło padło daleko na trawę.
Leżał w niej młody chłopak.
Ubrany był w czarne spodnie, beżową koszulę całą ubrudzoną we krwi, znoszone i przemoknięte buty. Bardziej zainteresował go jednak kolor skóry i włosów młodzieńca. Chłopak cały był biały jak mleko, przez co szkarłat krwi wyglądał na nim jeszcze bardziej przerażająco.
To albinos – pomyślał Darren – zawsze chciałem takiego zobaczyć na żywe oczy, ponoć zdarzają się tacy tylko wśród elfów. Aczkolwiek ten młodzieniec szpiczastych uszu nie ma.
Stwierdził w końcu, że nie może tak tylko stać nad nim i podziwiać koloru skóry. Oparł pochodnię o najbliższy kamień i tak delikatnie, jak tylko umiał, podniósł dzieciaka z mokrej, zimnej ziemi i zaniósł do swojego domu, idąc częściowo po omacku przez to, że musiał zostawić w poprzednim miejscu swoją pochodnię z nadzieją, że nie osunie się na trawę i przez pewną odległość oświetli mu drogę. Kierował się lekko wydeptaną przez siebie ścieżką. Ułożywszy go na swoim łóżku, spiesznie powrócił po pochodnię w obawie, że mogłaby mimo wilgoci wiszącej powietrzu wywołać pożar. Potrzebował także więcej światła w swojej izbie. Gdy tylko wrócił, włożył pochodnię w uchwyty na ścianie, które odchylały ją tak, by nie ogrzała ściany chaty zbyt mocno, ale dawała możliwie jak najwięcej światła.
Przy odpowiednim naświetleniu mógł w końcu zbadać stan albinosa. Oddychał, puls miał nieco wolniejszy niż to normalne w spoczynku, nie wykonywał żadnych ruchów, pozostawał bezwładny. Widząc mokrą od krwi koszulę, rozwiązał mu ją i dokładnie obejrzał rany: nie dopadło go żadne zwierzę, ciosy zadano nie byle jaką bronią, ostrą jak brzytwa, a potem nią pchnięto – na szczęście nie głęboko – ostrze ledwo zatopiło się w ciele w okolicach prawego obojczyka. Cięcia proste, jednolite, a zwierzęta i potwory zazwyczaj nierównomiernie szarpią pazurami swoje ofiary. Darren skrupulatnie obmył mu rany, starł całą krew z brzucha i torsu, potem obandażował. Z niektórych ciągle sączyła się posoka. Choć stracił jej już zapewne niemałą ilość, powinien się z tego wylizać. Wyglądał na kogoś w sile wieku, dobrej formie nawet jak na młodzieńca.
Kiedy zdjął mu spodnie, wiedział, że jego praca jeszcze nie dobiegła końca. Lewą nogę miał całą siną, jakby ktoś próbował mu ją nieudolnie połamać, a kostkę spuchniętą, zapewne skręconą. Wiedział, że takie uszkodzenia są bolesne, więc postanowił wykorzystać sprawdzoną, bezbolesną metodę, której jednak nie używał często, nawet na sobie. Dobre leki w tych czasach to skarb warty górę złota. Natomiast Darren miał szczęście posiadać mnóstwo medykamentów trzymanych dla potrzebujących. Młody albinos zdecydowanie do nich należał.
Wyjął z szafy drewniane, szczelnie zamknięte pudełeczko. W środku znajdowała się maść o ostrej, ziołowej woni i jasnożółtej barwie. Z jak największą ostrożnością wcierał gęsty roztwór w nogę chłopaka, czując mrowienie i pieczenie w palcach. Sińce powoli się czerwieniły, a to dobry znak – lek działał. Gdyby było inaczej, chłopakowi zostawałaby tylko amputacja nogi, ale takie sytuacji to rzadkość w obliczu stosowania jego leków. Nigdy nie spotkał osoby na tyle poszkodowanej, by ta maść mu nie pomogła.
Zakręcił wieczko pudełeczka i schował z powrotem do swojej szafy. Potem podszedł znowu do swojego łóżka i zatrzymał się przy nim, dokładnie oglądając półnagiego „gościa”. Miał zapewne jeszcze niewiele lat, na pewno nie więcej niż szesnaście czy siedemnaście, ale mimo to widać u niego oznaki męskości. Ciało miał lekko umięśnione i smukłe, szerokie barki, wyraźnie zarysowaną szczękę i gęste, nieco przydługie, białe włosy w tamtej chwili sterczące na wszystkie strony. Jego, poniekąd delikatna, barwa skóry niesamowicie intrygowała. Pomimo wieku wyglądał majestatycznie, co przywodziło mu na myśl elfy, które niekiedy widywał przejeżdżając przez Riwalig, albo króla Lawila, któremu służył w latach świetności. Przez wygląd niewątpliwie musiał spotykać się z różnymi problemami. Darren miał pewność, że większość niewyedukowanych ludzi uważało go za odmieńca i dziwadło lub nie wiadomo, co jeszcze. Inność utrudnia życie. Mało kto, widząc go, pomyślałby o tym, jak o niezwykłym wybryku natury. Kto wie, czy to właśnie nie przez nietolerancję i ciemnotę został tak poturbowany, a może kryła się za tym dłuższa historia.
Przykrył albinosa futrzanym kocem od stóp po szyję, potem wrzucił poszarpaną koszulę do kominka, gdyż na nic już nie mogła się zdać, a spodnie włożył do bali z brudnymi ubraniami. Uczyniwszy to, nie mógł się powstrzymać, by nie kucnąć jeszcze przy łóżku i delikatnie unieść palcem jego powieki. Tak, jak się spodziewał, chłopak miał tęczówki w kolorze mętnej czerwieni.
Nie wiedział, co mógł jeszcze zrobić, aby mu pomóc. Nie był w krytycznym stanie, więc musiał tylko zadbać o to, by się nie pogorszył. Postanowił wyciągnąć z szafy swoje za małe ubrania i go odziać. Znalazł lekko znoszone, brązowe spodnie i białą koszulę z miękkiego materiału. Ostrożnie go ubrał, licząc, że warstwa ubrań da mu więcej ciepła niż sam koc, a w dodatku chłopak obudzi się bez skrępowania, że jest obnażony, niemal nagi.
Mężczyzna usiadł na stołku przy stole pod oknem i jeszcze przez chwilę go obserwował: jego miarowy oddech, nieruchome ciało, spokojny wyraz twarzy. Chcąc nie chcąc, nie miałby serca, aby się nim nie zaopiekować.
Mijały godziny, a chłopak ciągle się nie wybudzał. Darren w trosce o funkcjonowanie jego organizmu podawał mu co jakiś czas niewielkie ilości wody. Gdy przed południem poprzedniego dnia ciągle pozostawał nieprzytomny, poszedł do pobliskiej studni, nabrał wody do bali i wróciwszy, rozebrał chłopaka, po czym delikatnie przemył mokrym płótnem całe jego ciało i założył nowe opatrunki.
Rany brzucha wyglądały paskudnie, ale nie wystąpiło żadne zakażenie, co nieco uspokajało Darrena. Opuchlizna i sińce na nogach były mniejsze niż poprzedniego dnia, ale na pewno uniemożliwiały bezbolesne chodzenie. Niepokoiło go tylko to, że młodzieniec długo się nie budził.  Rozumiał, że organizm potrzebuje regeneracji, ale ciągły stan nieprzytomności mógł świadczyć o czymś poważniejszym. Darren nie miał medycznych kwalifikacji, szanse na przeoczenie czegoś były duże, ale zrobił wszystko, co mógł. Postanowił, że jeśli tylko albinos nie zacznie się przebudzać do wieczora, sprowadzi z miasta medyka, nawet jeśli musiałby to zrobić siłą.
Na tyle, na ile był w stanie sobie pozwolić, zajmował się swoimi codziennymi czynnościami i pracą niewymagającą wychodzenia z domu. Chciał cały czas monitorować dzieciaka na wszelki wypadek. Świadomość, że jego zdrowie, może nawet życie, znajdowało się w rękach Darrena napawało pewnym rodzajem dumy, ale musiał pamiętać, że to nie przelewki i każdy błąd słono kosztuje, zwłaszcza poszkodowanego.
Takie sytuacje nie zdarzają się często, nie na co dzień, szczególnie, gdy ranny jest albinosem. Darrena to fascynowało, przez całą noc zastanawiał się, skąd on może pochodzić, gdzie i z kim się wychowywał, kim byli jego rodzice. Emocjonowały go myśli, że porozmawia z nim o tym, gdy tylko odzyska przytomność.

          •

Chłopak otworzył oczy dopiero, gdy Darren myślał, że nie ma już dla niego ratunku i pozostaje błagać medyka o przyjście na jego odludzie. Minęły prawie trzy dni i dwie noce. Obudził się w pustej chacie, gdyż Darren nie pilnował albinosa tak bardzo, jak na początku, straciwszy niemal całą nadzieję. Zamrugał oczami, aż mgła sprzed jego oczu rozpłynęła się, dopuszczając coraz wyraźniejszy obraz. Łapczywie zaczerpnął powietrza i poruszał po kolei każda odrętwiałą częścią ciała. Jednej z nóg długo prawie nie czuł, głowa jednak pulsowała tępym bólem.
Powoli podniósł się do pozycji siedzącej, odczekał, aż mroczki ustąpią i rozejrzał się po pomieszczeniu. Nie było duże ani dobrze utrzymane, wręcz stare i zagracone, ale sprawiające wrażenie ciepłego i przytulnego, przede wszystkim bezpiecznego. Na stole pod oknem ustawiono kilka świec, pod ścianami widniały dwie szafy, podniszczony kredens z jedzeniem, a obok łóżka stał zdobiony kufer wyglądający na jedyną rzecz, za którą właściciel dał więcej niż kilka miedzianych monet. Przyrządy znajdujące się na stole dla niego stanowiły zagadkę: dużo sakiewek pachnących ostrymi ziołami na kilka metrów, fiolki i szalki z płynami o wielu kolorach i dwa małe kociołki z podstawionymi pod nimi zgaszonymi palnikami.
Młodzieniec nigdy więcej nie przebywał w tym miejscu, jednak nie pamiętał również żadnego miejsca, w którym kiedykolwiek miałby się znajdować. Nie przypominał sobie nawet takich rzeczy jak to, gdzie był wcześniej, zanim się tu znalazł ani gdzie powinien być, skąd pochodzi, skąd mógł tu przybyć. W głowie miał kompletną pustkę, nie znał kilku podstawowych informacji o sobie. Dziwnym trafem, nie zapomniał na szczęście, jak ma na imię, ile liczy sobie lat...
Żeby nie zacząć panikować, podniósł się na nogi. Poczuł przeszywający, ostry ból w nodze i rwanie w brzuchu. Nagle się zapowietrzył, zgiął w pół, próbując nabrać powietrza.
Przed oczami zobaczył urywki sytuacji: wielki wybuch na polu bitwy, gonitwę w lesie, odganianie i wyszarpywanie się uzbrojonym żołnierzom, miecz rozcinający klatkę piersiową...
Zszokowany i zdezorientowany upadł na podłogę. Podtrzymał się na rękach, wziął kilka głębokich oddechów i podniósł się jeszcze raz.
Czuł, że jest słaby, a przynajmniej nie tak silny jak powinien. Klatkę piersiową uciskały mu ciasno opięte bandaże, noga była sztywna, cieplejsza niż reszta ciała. Nie chciał jednak dłużej się nad tym zastanawiać – im dłużej to robił, tym gorzej się czul. Aczkolwiek nie sądził, że dolega mu coś poważnego, funkcjonował nie najgorzej. Przy nikłym, nierównomiernym świetle świec przyglądał się rzeczom i przyrządom, znajdującym się na stole składnikom i naczyniom. Niektóre wyglądały jakby zabrano je chirurgowi: dziwne szczypce, strzykawki, ostre noże o różnych rozmiarach, grubości i krawędziach tnących. Na ten widok przeszył go zimny dreszcz kumulujący się na końcu w nerwach poharatanego brzucha. Wizje zapewniły go, że rany zadano mu podobnymi narzędziami, jednak ciągnęło go jednocześnie, by wziąć je w ręce i zrobić to samo innym w ramach zemsty, choć nie miał pojęcia, kto go skrzywdził. Po kolei potem ostrożnie zaglądał w zawartość rozmaitych woreczków i pudełeczek: w niektórych znajdowały się małe, kolorowe kamyczki, zioła, wnętrzności niewielkich zwierząt, wszystkich rodzajów i wielkości zęby oraz proszki, których roztwory zapewne gotowały się niedawno w małych kociołkach. Ścianki naczyń emanowały jeszcze przyjemnym ciepłem.
Gdy chłopak chciał zabrać się za przeglądanie zawartości szafy tuż obok stołu, drzwi gwałtownie się otworzyły, uderzając o ścianę. Podskoczył jak oparzony i uciekł w głąb izby przed światłem pochodni. Noga zabolała przy przenoszeniu ciężaru, aż ledwo stłumił jęk bólu. Opadł na łóżko, przysunął się pod samą ścianę na jego brzeg, dłonie zacisnął na skórach, pod którymi wcześniej spał. Mężczyzna zgasił w kuble z wodą pochodnię, odwiesił na haczyk płaszcz i odetchnął głośno. Podszedł bliżej stołu tak, że chłopak mógł widzieć jego tył. Przytulił się plecami do ściany jeszcze mocniej i akurat wtedy coś mocno zachrzęściło mu w kolanie chorej nogi, aż nie powstrzymał cichego syknięcia.
Mężczyzna usłyszał. Zamarł w bezruchu, by po chwili odwrócić się w jego stronę. Chłopakowi wydawało się, że widzi, jak oczy zwężają mu się na jego widok. Przerażenie natomiast nieco zmalało: pomijając dość postawną sylwetkę, przybysz nie wyglądał na groźnego, do tego nie był młody. Miał łagodną twarz o okrągłych rysach z nikłym zarostem, oczy patrzyły na niego przyjaźnie, może nawet radośnie.
Zrobił nagle krok w jego stronę, ciągle nie spuszczając z niego wzroku. Zdał sobie jednak szybko sprawę z tego, że płoszy młodego albinosa i oddalił się znowu na bezpieczną odległość.
– Jak się czujesz? – zapytał mężczyzna najspokojniejszym głosem, na jaki było go stać.
– Chyba wszystko dobrze – odparł bez przekonania lekko roztrzęsionym głosem.
– Nic cię nie boli? Głowa? Noga? Brzuch? Na pewno tak. Nieźle się uszkodziłeś.
Chłopak pokiwał głową na potwierdzenie jego słów.
– Jak ci na imię?
– Lonan... – wydusił.
– Lonan... A skąd jesteś?
Lonan otworzył usta, ale nie wydobył z nich żadnego dźwięku. Nagle poczuł, jakby ktoś wylał na niego kubeł lodowatej wody.
– Nie pamiętam – stwierdził ze wstydem, jakby to była jego wina.
– Czy możesz mi powiedzieć coś jeszcze o sobie?
– Nie...
– A więc amnezja.
Lonan nabrał powietrze do płuc. Obejrzał jeszcze raz od stóp do głów podstarzałego mężczyznę. Denerwował się coraz bardziej.
– Kim jesteś? – odważył się spytać.
– Mam na imię Darren – rzekł, opierając się o brzeg stołu. – Jestem emerytowanym  rycerzem króla Lawila, byłego władcy Tergoranu i Rainfall.
– Nie mam pojęcia, kim on jest ani jak zdefiniować Tergoran czy Rainfall.
– Wiem, ale to podstawowe informacje o mnie. Granica Tergoranu znajduje się niedaleko stąd, Rainfall jest jednak o wiele dalej, na Południu, graniczy z morzem. Kilkanaście minut drogi konno i jesteśmy w miasteczku Rabbit Keep, które jest tuż pod bramami Tergoranu.
– Czemu nie mieszkasz bliżej królestwa? Żyjesz jako pustelnik?
– Można to nazwać w ten sposób. – Darren przeniósł wzrok w stronę swoich przyrządów. – Po latach rycerskich wojaży postanowiłem odizolować się nieco od ludzi i polubiłem tę samotność. We wszystko, co mi potrzebne do życia, zaopatruję się w Rabbit Keep, a żyję z alchemii. Ten las jest bardzo bogaty we wszelkie zioła i inne składniki, ale nikt się tu nie zapuszcza. Ludzie uważają, że ten las to pewna śmierć, zabicie przez dzikie zwierzęta i różne stwory, a to kwestia pory dnia i własnego rozsądku. Dla mnie to pestka, choć zawsze zachowuję ostrożność.
– Jestem skłonny myśleć trochę inaczej. Chyba mi się nie dziwisz.
– Nie, ale podejrzewam, że twój stan to wina ludzi. Rany ewidentnie zadano bronią, nogę ktoś nieudolnie próbował ci złamać, żebyś okulał. Musiałeś się komuś narazić...
– Teraz chyba nie powinienem się wychylać?
– Od twojego przybycia nikt się nie kręcił w pobliżu. Nawet jeśli, to niedługo pewnie dadzą spokój, bo łatwo się tu zgubić. Gdyby nie to, że znalazłeś się blisko mojej chaty, byłbyś nieboszczykiem już dawno temu.
– Dziękuję, że się mną zająłeś. – Lonan spojrzał na niego z wdzięcznością. – Możesz mi powiedzieć, co się działo przez ostatnie dni?
– Znalazłem cię dwie noce temu, w trawie, niedaleko stąd. Krzyknąłeś o pomoc, ale potem już leżałeś nieprzytomny. Cały byłeś we krwi, miałeś świeże rany na brzuchu, nogę mocno potłuczoną, całą siną, równomiernie rozbitą. Nie odpuściłbym sobie i zająłem się tobą. Opatrzyłem cię, podawałem leki, ale nie wybudzałeś się zdecydowanie zbyt długo. Powoli traciłem nadzieję, czekałem na twoją śmierć, a tu proszę!
Po wypowiedzi Darrena zapadła cisza. Myśli Lonana krążyły gdzieś daleko, aż do jego świadomości dotarło, że otarł się o śmierć i jakimś tylko cudem przebudził się z agonii.
– Co ze mną będzie? – To pytanie dręczyło obu mężczyzn od momentu, gdy Lonan uświadomił i jemu, i sobie, że stracił pamięć.
– Zostaniesz tutaj przynajmniej do czasu, aż całkiem wrócisz do formy albo sobie coś przypomnisz. Nie mogę cię tak zostawić na pastwę losu, zwłaszcza ze względu na tę amnezję. Jesteś pewien, że nie wiesz niczego poza swoim imieniem?
– Nie. Naprawdę. Nawet nie wiem, w jakim jestem świecie, jakie są tu kraje, czy byłem w którymś... Kompletna pustka. – Spojrzał na swoje niemal białe dłonie. – Dużo jest takich jak ja?
– Nie. Pierwszy raz widzę albinosa, a zwiedziłem za młodu kawał naszego świata. Nie mam pojęcia, skąd możesz pochodzić. skoro nie jesteś elfem ani chyba nawet półeflem.
Darren westchnął głośno i zaczął sprzątać przedmioty z biurka i wkładać je do szkatułek do szafy.
– Zostaniesz ze mną, Lonan.


•••

Jak widać, ten rozdział jest znacznie dłuższy od poprzedniego i prologu, a i tak nie pchnęłam w nim fabuły znacznie do przodu. Mam nadzieję, że taka długość jest znośna i nikogo nie zanudziłam.
Ważna rzecz: jeżeli wyłapiecie gdziekolwiek jakieś błędy lub literówki, śmiało napiszcie mi o nich. Zależy mi na poprawności tekstu, więc będę wdzięczna.
W stronach po prawej znalazła się również podstrona z, nazwijmy to, soundtrackiem, czyli kilkom utworami, przy których nie raz zdarzało mi się pisać tę historię. Posłuchajcie, jeżeli macie ochotę. Planuję również znaleźć szablon mający jakiś związek z fabułą „Króla” w przeciwieństwie do obecnego, więc być może co nieco się tu zmieni.
Pozdrawiam ;)

22 komentarze:

  1. Nie mam pojęcia, co mam powiedzieć na temat tego rozdziału. Wiedziałam, że prędzej czy później Lonan wróci do siebie. Wydawało mi się wielce nieprawdopodobne, byś zaserwowała nam inną historię już na początku. Ciekawa jestem, czy nasz albinos sobie przypomni cokolwiek. Pewnie niezbyt szybko, jeśli już.

    ,,Oparł pochodnie o najbliższy kamień...” Jeżeli pamięć mnie nie zawodzi, Darren miał tylko jedną pochodnię. (;
    ,,Mężczyzna usłyszał. Zamarł w bezruchu, po chwili odwrócić się w jego stronę.” Brakuje ,,by”.
    ,,Zrobił nagle krok w jego stronę, ciągle nie spuszczając go ze wzroku, nawet na mrugnięcie okiem.” To zdanie bardzo dziwnie wygląda. Nie lepiej: ,,... nie spuszczając z niego wzroku, nawet po to, by mrugnąć okiem.”?
    ,,Granice Tergoranu znajduje się niedaleko...” Granica.
    To wszystko. Więcej literówek nie wyłapałam. (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby od razu wrócił do siebie i w dodatku wszystko pamiętał, musiałabym skrócić tę historię mniej więcej o połowę, wykasować sporo intryg ;P. No, ale nas bohater i tak miał sporo szczęścia, że uciekł z więzienia.
      Dzięki za wskazanie błędów, niedługo poprawię ;)

      Usuń
  2. Cześć!

    Rozdział ciekawy, nie zanudziłaś; a przynajmniej mnie. :) Cieszę się, że Lonan doszedł do siebie. Miałam rację. Poza tym dziwne, gdyby główny bohater nagle umarł w drugim rozdziale. Bardzo polubiłam Darrena, wydaje się sympatycznym mężczyzną. Ciekawa jestem, jak potoczy się ich historia. Staną się przyjaciółmi? Lonan odzyska wspomnienia (jestem pewna, że tak, pytanie brzmi: kiedy?).

    Prosiłaś, by pisać o błędach. Znalazłam jedną literówkę: "ale takie sytuacji to rzadkość" - powinno być sytuacje.

    Czekam na kolejny rozdział. Nie musisz mnie informować, zaobserwuję bloga. :)

    Oczywiście, jak zawsze, zapraszam do siebie www.melodie-duszy.blogspot.com

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie, od kiedy przeczytałam Grę o Tron, zostawianie głównych bohaterów przy życiu nie jest już oczywiste. No ale tak, dalej jest to jednak standard, że raczej się ich nie zabiją :D
      Zgodnie z Twoimi odczuciami, Darren to jedna z najbardziej pozytywnych postaci w tej historii, więc cieszę się, że go polubiłaś, bo taki miał być efekt.
      Dzięki za komentarz i znalezienie błędu, zaraz poprawię. Pozdrawiam ;)

      Usuń
    2. Cóż, faktycznie, po przeczytaniu Gry o Tron można się spodziewać wyłącznie (zaznaczam) śmierci głównych bohaterów. Nie przeczytałam jej, nie oglądałam też serialu, więc nadal mam stereotypowe pojęcia - "nie zabijaj głównego bohatera, chyba, że popełniłaś dramat". :)

      W ogóle wiesz, dlaczego Darren mi się spodobał od razu? Nie dlatego, ze uratował Lonana, ale z powodu tego pięknego, rycerskiego imienia. Zaczęłam się rozpływać. :P

      Już nie truję tyłka, odmeldowuję się.
      Pozdrowienia!

      Usuń
    3. P.S. Miało być *podejście. :)

      Usuń
    4. Jeżeli nie czytałaś ani nie oglądałaś Gry o Tron, to serdecznie polecam jedno i drugie ;). Inspirująca dla mnie seria.
      Pozdrawiam po raz drugi ;D

      Usuń
  3. Hej! Hej!
    Ostatnio jestem taka zabiegana, że pomimo wakacji brak mi na wszystko czasu xddd
    Przeleciałam tak tylko wzrokiem, ale->
    Rozdział fajny podoba mi się :)
    Wrócę i skomentuję dokładnie.
    Digital

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, widzę, że podejście podobne jak moje do lektur szkolnych. Najpierw po łebkach, potem w całości :D
      Czekam więc na kolejny komentarz.

      Usuń
    2. Wróciłam!
      Mój problem jest w tym że napiszę ze wrócę a potem zapominam ze tak napisałam xddddd
      Co do rozdziału: No zaraz się w tym opowiadaniu zakocham ❤ Zupełnie mam inną reakcję po przeczytaniu wszystkiego niż tylko po łebkach.
      No i czekam na kolejny 😉
      Pozdrawiam 😊

      Usuń
    3. Ha, no to się cieszę :D Mam nadzieję, że kolejne rozdziały Cię nie zawiodą.

      Usuń
  4. Cześć!
    Wreszcie tutaj wpadam... i jestem mega zachwycona! Rozdział bardzo mi się spodobał! Mimo, że nie było tu jakiejś super trzymającej w napięciu akcji :-p To zdecydowanie jest opowiadanie typu "100% w moim guście" ;-)
    Jestem ogromnie ciekawa, co tam dalej się wydarzy, bo akcja rozkręca się stosunkowo powoli, ale to jest bardzo fajne, powoli, ale ciekawie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chociaż sama nie umiem trzymać się jednego określonego klimatu, to ten także jest tym, w którym czuję się świetnie. Miło wiedzieć, że nie tylko ja takie lubię :D
      Dzięki i pozdrawiam.

      Usuń
    2. Fantasy jest fajne, bo możesz mieć nieograniczoną pulę zwariowanych pomysłów nie z tej ziemi ;-)

      Usuń
  5. Akcja powoli zaczyna się rozkręcać. Domyślam się, że w Lonan z biegiem czasu będzie przypominał sobie kim jest i jaka była jego przeszłość. Albo też najdzie się ktoś, kto mu wszystko przypomni. Czy tego będzie chciał czy też nie.

    Darren wygląda na porządnego i uczciwego człowieka. I jak na samotnika, byłego rycerza ma wielkie serce i posiada dużo współczucia. Myślę, że stanie się dobrym kompanem dla Lonana.

    Rozdział odpowiednio długi, bez błędów ortograficznych. Przynajmniej ja żadnych nie znalazłam. Za to pojawiają się drobne błędy stylistyczne, które powodują, że niektóre zdania są niezrozumiałe przy pierwszym czytaniu. Polecam przejrzeć tekst od początku i dokonać poprawek. To tyle z mojego czepiania się.

    Pozdrawiam i czekam na trzeci rozdział.
    Lena z lenaskolowska.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym odpisać coś konkretnego, ale niełatwo by było bez zdradzania fabuły. W każdym razie dzięki za komentarz, a rozdział przejrzę jeszcze raz, bo zawsze coś mi umyka i poprawię go ;) Pozdrawiam.

      Usuń
  6. Cześć!
    W poszukiwaniu jakiegoś opowiadania w katalogach, trafiłam na twoją historię. Zainteresowało mnie i czekam na dalszą część.
    Jak dobrze, że Darren był w pobliżu i uratował Lonana. Chcę się dowiedzieć czegoś więcej o tym albinosie ;)
    W prologu i pierwszym rozdziale brakuje mi kilku przecinków.
    Widać, że z każdą kolejną notką się rozwijasz, popełniając coraz mniej błędów. Szczególnie bardzo podobają mi się twoje opisy.
    Jak dla mnie, taka długość rozdziału jest w sam raz. Nie mam zbyt wiele czasu na czytanie blogów, dlatego lepiej mi nadążyć za czymś krótszym.
    W wolnej chwili zapraszam również do siebie:
    https://elvirens-revival.blogspot.com/

    Jeśli nie byłby to problem, mogłabyś mnie powiadamiać o nowych rozdziałach?
    Życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że postanowiłaś do mnie zajrzeć.
      Błędy wciąż popełniam, ale cieszę się, że z perspektywy czytelnika widać jakiś postęp. Co jakiś czas będę też poprawiać wcześniejsze rozdziały, bo po upływie kilku tygodni z pewnością znajdę błędy, które mi umknęły.
      Będę Cię informować i w najbliższym czasie sprawdzę Twojego bloga. Pozdrawiam ;)

      Usuń
  7. Rozdział świetny! :)
    Bardzo lubię Twoje opisy, są naprawdę super.
    Tak myślałam, że Lonan dojdzie do siebie. Myślę, że uda mu się odzyskać wspomnienia i przypomnieć wszystko, ciekawe tylko, kiedy.
    Dobrze, że Darren pomógł Lonanowi. Wydaje się być przyjemną postacią. :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz ^^ Co do Lonana i jego utraconych wspomnień nie chcę nic zdradzać, czas pokaże.
      Również pozdrawiam ;)

      Usuń
  8. Udało mi się przeczytać ten rozdział, ale nie potrafię zbyt wiele napisać. Na razie nie mam zdania co do bohaterów, bo zbyt krótko ich znam. Ale ten Lonan miał dużo szczęścia, że trafił na pustelnika z takimi ranami.
    Zastanawiam się tylko, skąd taka fascynacja albinosami :D To bardzo ciężka choroba, a jak czerwone oczy to chyba jeszcze gorzej. Ale może będzie to miało jakiś wpływ na historię, bo albinosi w historii byli prześladowani. A może jest jakąś magiczną istotą? W końcu z jakiego powodu go tak poturbowali.

    No i tyle ode mnie
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O albinizmie Lonana będzie więcej wyjaśnione potem, ale faktycznie nie jest to nic przyjemnego i nie kończy się to tylko na białej skórze, aczkolwiek tutaj sprawa wygląda trochę inaczej, gdy czarodzieje mają mnóstwo zaklęć na wszystkie choroby. Co do zafascynowania mogę zdradzić już teraz, że wielu ludziom taka bladość kojarzy się z elfami, czyli rasą niedostępną dla większości, więc i też intrygującą.
      Cieszę się, że dotarłaś aż tutaj. Również pozdrawiam ;)

      Usuń